Wysłany: Sro 28 Sie, 2013 17:04 Bullterier Tyson już w hoteliku
[Racibórz] Bullterrier Tyson
Za pozwoleniem wrzucam pieska w potrzebie
Postprzez CarlaKolumna » 28 sie 2013, 12:59
W raciborskim schronisku przebywa bullterrier Tyson - 5cio letni pies. Oddany przez właścicielkę.
Ponoć wystartował do syna właścicielki, jak ten wrócił z długiego pobytu za granicą. Fakt, pies nie bardzo przepada za mężczyznami, ale w schronisku jeszcze nie wykazał bezpośredniej agresjii do nikogo. Jedyną osobą, do której chętniej podchodzi to kierowniczka schronu, która zaczęła go karmić z ręki i stara się z nim przebywać.
Bardzo zrezygnowany i wycofany. Nic go nie interesuje - ludzie, psy, koty. Pysior pokaleczył sobie o kraty, tak tęskni. Żle znosi pobyt w schronisku, chudnie, pojawiła sie krew w kale.
Trzeba pomóc muminkowi... szukam fundacji lub domu tymczasowego, który jest w stanie zabrać psa na cito.
Tyson nie jest wykastrowany, bo tak się kastruje psy "wyrywkowo". Jest już po kwarantannie i szczepieniach, więc teoretycznie do wzięcia.
W Raciborzu schronisko nie współpracuje oficjalnie z żadną fundacją, więc jak wydadzą psa, to nikt tego nie sprawdzi.
Jestem w stanie w miare możliwości pomóc z transportem, wyciągnięciem psa ze schronu.
Jeśli ktoś może pomóc, ma u siebie miejsce prosze o kontakt ze mną na FB lub tel. 511091859 - ustalimy plan działania i przekażę namiary do kierowniczki schroniska.
Nikt się nie zainteresował niestety. Tyson nadal w schronie. Założyłam Tysonowi wydarzenie na FB
https://www.facebook.com/events/5167786 ... 5/?fref=ts
i razem ze znajomymi ze Stowarzyszenia Boksery Niczyje próbujemy znaleźć mu dom. Poszły już ogłoszenia na tablica.pl itd
Byłam u Tysona w zeszłą niedzielę tj. 31.08 - nie mam na razie innych fotek, bo ani nie bardzo jest tam gdzie pospacerować, ani nie obsłużę na raz psa i aparatu.
Ale do rzeczy... Tyson to pies trudny...
Trudny nie dlatego, że jest agresywny bo tak... Tyson się boi, Tyson nie był szkolony i nie miał wytyczonych konkretnych granic, został oddany przez swoją "panią".
Już na pierwszy rzut oka widać, że się chłopak pogubił.
W niedzielę wyglądał nieco lepiej. łaził juz sobie po kojcu, oczy nie były tak bardzo zaropiałe, pchły już po nim tak nie skakały - aczkolwiek wyczesać pchle zwłoki by sie przydało.
Przycupłam przy kojcu uzbrojona w dobrą karmę, parówki i pasztet. Łatwo poszło... przyszedł pogadać Nos miedzy kraty i zawoniuje, cóż tam to babsko przyniosło dobrego. Z lekka obawą wziął z ręki smakołyki, potem już było tylko lepiej.
Ale...
Ośmielona jego zaufaniem i spokojem postanowiłam sprawdzić, czy da sobie założyć obroże. No i mi nie wyszło. Pysior przez obroże przełożył, ale potem strach, zryw, capnięcie zębami i na koniec bał łał łał będę podskakiwał, zrobię hałas, pogonię to wredne babsko. Troche sie chyba zdziwił, że się nie cofnęłam Jak stwierdził, że chyba sobie jednak nie pójdę i że dalej coś mu z tej ręki pachnie, to się uspokoił.
Pani kierownik schroniska wlazła do kojca, pogłaskała, założyła obroże bez problemu Ją Tyson zna, to do niej tylko i wyłącznie merda ogonem i to jej wypatruje przez kraty. A to znaczy, że nie jest wredny, bo tak...
Finalnie... do kojca wlazłam bez problemu po krótkiej przerwie. W międzyczasie kierowniczka wrzuciła do budy trochę słomy - Tysonowi zaczynają pojawiać się odleżyny, są już otarcia i rany. Miejmy nadzieję słoma pomoże trochę.
Posiedzieliśmy sobie i pogadaliśmy, Tyson chyba był zadowolony, że się rarytasów najadł. Jest cichy plan wyprowadzić go z kojca następnym razem. Chociaż na krótki spacer.
Z Tysonem trzeba z wyczuciem i cierpliwością...
Tylko co z tego... skoro cały tydzień nie mam kiedy tam podjechać...
Nikt nikomu nie broni jechać i się zająć. Postawić sobie klatkę w pokoju. Nawet kilka.Ja nie mam juz żadnych możliwości przerobowych Już Chałwa, Muchomor i Jagoda sa nadprogramowe. Diana się spruła i się nie goi, Zula ledwie łazi. Henka zostanie w nieskończoność, o Stefana nikt nie dzwoni. Gucia i Hera to w ogóle inna historia. A gdzie praca zawodowa? A rodzina? Litości.
Interesując się psem tz przeklejać posty ,biadolić na FB i od wszystkich wymagać pomocy ,możne spróbujcie zebrać deklaracje ,znaleźć hotel i realnie zająć się psem .Większość może to robić np Czarna wyciągnęła z Wojtyszek bula ,znalazła Kaje i można ,można więc jeżeli komuś na czymś zależy to do dzieła kochani ja jak chciałam wyciągnąć Tumisia to go mam ,jak chciałam uratować życie Aresowi to też go mam i ludziska na forach nie zawiedli pomagają powiem więcej zbierają się na hotel Aresa . Uwierzcie w siebie da się tylko trzeba dupki od krzesełek poodrywać bo z krzesłami i kompem się kiepsko chodzi Nadmienię że ani Tumiś ani Ares nie są psami żadnej Fundacji to są psy czynnych miłośników rasy
Autor postu otrzymał 6 piw(a)
# 5
Ostatnio zmieniony przez Bull Ania Sob 07 Wrz, 2013 23:15, w całości zmieniany 2 razy
Sprawa wydaję się dość prosta ktokolwiek będzie zainteresowany na pewno nie przeoczy tego tematu, niestety nie ma co się licytować kto może pomóc, a kto nie bo nie wszyscy jak wiemy mają możliwości i warunki, bo Was dziewczyny Zielono Niebiesko CzeWrone dogonić w tym się ni jak nie da Jesteście nie ocenione.
tak czy siak jak to kiedyś tu mi mądra osoba powiedziała " jeśli psu w schronie nie dzieję się krzywda to można na spokojnie prowadzić obserwację tam i wtedy wyciągać wnioski oraz podejmować jakieś decyzję " no i o psa dbać tam na miejscu.
ja wrzuciłam pieska za pozwoleniem z innego forum tylko dlatego że tu są osoby które szybciej mogłyby coś zadziałać Ja mieszkam kupę kilometrów od miejsca pobytu psa, nawet nie wiem jakie hotele co z czym w tych okolicach, jest namiar do tej dziewczyny.
Sama mam dwa adopciaki w tym jeden nie lubiący innych samców więc dt nie wchodzi w grę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach